Sztanga i cash // Pain & Gain

Posted: Wrzesień 19, 2013 in 7, 8, Komedia, Recenzje

Reżysera Michaela Bay’a znałem w zasadzie z filmów gdzie jest dużo wystrzałów, eksplozji i ogólnie bardzo dużo się na ekranie dzieje dzięki efektom specjalnym. Ten film jest zaś przeciwieństwem jego sztampowych produkcji. W zasadzie jedyne efekty specjalne opierają się na slow motion, które całkiem fajnie prezentowane jest w filmie (kropla krwi spadająca z podkaszarki), a jedyne strzały jakie padają w filmie są z broni policyjnej.

Zasiadając do tego filmu wiedziałem jedynie, że jest oparty na prawdziwych zdarzeniach i to jest w zasadzie jeden z wyznaczników tego filmu. Wiedza, że Ci goście właśnie tak działali sprawia, że oglądając kolejne sceny coraz bardziej zatracamy się w tej absurdalnej sytuacji. Aż ciężko uwierzyć, że kilku przypakowanych kolesi postanawia sobie ot tak porwać gościa i zmusić go do przepisania swojego majątku. Gdyby jeszcze się jakoś konkretnie do tego przygotowali to ok, ale jak widać 90% ich działań opierało się najwyraźniej na improwizacji. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że na potrzeby hollywood historia została podkoloryzowana, ale nie zmienia to faktu, że i tak historia ta jest praktycznie absurdalna. Prawdziwe wydarzenia są raczej dramatyczna, tutaj zostały pokazana jako czarna komedia.

Sam film nie gloryfikuje bohaterów, raczej pokazuje ich takimi jakimi są – absolutnymi idiotami, którzy najpierw działają, a potem myślą (o ile najdzie ich refleksja). Przez cały film w zasadzie tylko czekałem jaki tym razem plan zepsują i jak to wszystko się dalej potoczy (dla nich). Jedyną postacią, której kibicowałem w filmie to Paul, swoimi tekstami o wierze po prostu mnie rozbroił i było mi naprawdę go szkoda, że wplątał się w całą tę sytuację.

Głównych aktorów (oprócz osoby grającej szefa klubu fitness) znam z innych, raczej malo ambitnych produkcji. Tutaj jednak pokazali się z najlepszej strony. Mark Whalberg świetnie odegrał rolę Daniela Lugo, gościa, który całkowicie w siebie wierzy, w swoją inteligencję oraz spryt – człowiek czynu, nie zastoju. Anthony Mackie odegrał rolę erotomana Adriana Doorbal’a, który stara się jak może aby być jeszcze lepiej wyrzeźbnionym, jeszcze lepiej wyglądać. Oraz na końcu absolutna perełka tego filmu – Dawyne Johnson jako Paul Doyle – ćpun, który w więzieniu się nawrócił i teraz, nawet w swoich złych czynach, stara się dostrzec iskierkę Bożego działania…

Plusem filmu są też dialogi, a raczej przemyślenia postaci. W pewien sposób buduje nam to obraz sytuacji widzianej ich oczami, pokazuje co myśleli gdy np. Lugo przedstawiał kolejny plan porwania, czy też co sądził o tym wszystkim porwany Victor.

Podsumowując 7,5/10. Dobre kino, przy którym można się nieźle bawić.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s