Whiplash

Posted: Kwiecień 6, 2015 in 9, Dramat, Muzyczny, Recenzje

Do czego jesteś zdolny aby dogonić swoje marzenia? Ile jesteś w stanie poświęcić aby być w czymś mistrzem? Najlepsi na świecie nie otrzymali swojego tytułu za nic. Okupili to hektolitrami potu, krwi, zniechęcenia, czasu jaki poświęcili na szlifowaniu swoich umiejętności. O tym poniekąd opowiada film „Whiplash”, o dążeniu do perfekcji za wszelką cenę.

Andrew jest w sumie zwykłym chłopakiem, ma swoją pasję jaką jest gra na perkusji oraz marzenie – stać się jednym z najlepszych perkusistów, zostać zapamiętanym jak Buddy Rich, Joe Jones, Charlie Parker. Dostaje się do najlepszej szkoły muzycznej w kraju i tam pod swoje skrzydła bierze go guru tej szkoły Terence Fletchera. O ile Andrew jest gotów wiele poświęcić aby osiągnąć swój cel, to Fletcher robi wszystko aby jeszcze bardziej podnieść swoim uczniom poprzeczkę, bo jak sam mówi, chce mieć w swoim zespole najlepszych. Dlatego też codziennie katuje ich do upadłego, sprawdza, testuje, a tego, który przestaje spełniać jego oczekiwania – bez większych emocji wyrzuca z zespołu.

W filmie świetnie zarysowany jest motyw uczeń-mistrz. Widać, że Fletcher dosłownie zamęcza swoich uczniów, ale żaden z nich się na niego nie skarży, bo wiedzą, że dzięki niemu mogą osiągnąć bardzo wiele. Jego zespół wygrywa konkursy, idzie za nim pewna sława, bo każdy w szkole i poza szkołą słyszał o Fletcherze. Tak więc jest po prostu dla swoich uczniów (i nie tylko) mistrzem, guru, a to, że jego metody są dość kontrowersyjne – trudno, uczniowie zaciskają zęby i dają z siebie wszystko. Tak samo Andrew, dla niego Fletcher jest kimś więcej niż tylko nauczycielem. Robi wszystko żeby zobaczyć uznanie w jego oczach, pochwałę, że dał z siebie wszystko. Jednak dla Fletchera, cokolwiek się zrobi to jest za mało. Jeśli osiągnąłeś ustawiony przez niego pułap, to poprzeczka od razu jest podnoszona, żebyś musiał się jeszcze bardziej starać. Nie usłyszysz więc słów pochwały, ale nakaz żeby zrobić coś jeszcze lepiej, jeszcze szybciej, jeszcze dokładniej.

Trzeba też przyznać, że nie ma w tym filmie klasycznego podziału na „dobry uczeń i zły nauczyciel”. Każda z postaci ma swoje przekonania, swoje plany i ambicje do których w różny sposób dąży. Im dalej trwa fabuła tym bardziej zaczynamy się zastanawiać czy Andrew po prostu chce być najlepszym perkusistą, czy jest tak arogancki, że uważa się za geniusza muzycznego. Fletcher zaś z demonicznego nauczyciela zaczyna przekształcać się w kogoś kto chce tylko odkryć i wykuć talent. Chce w pewien sposób zostać zapamiętany jako ten, który odnalazł kolejnego Louisa Armstronga, Joe Jonesa. Jednak żeby to zrobić musi oddzielić ziarno od plew, usunąć najsłabsze jednostki żeby te przypadkiem nie zagroziły samorodnemu talentowi.

Jak wiadomo J.K Simmons dostał Oscara za swoją rolę i muszę się w pełni z uhonorowaniem go tą nagrodą zgodzić. Zagrał w tym filmie fenomenalną rolę, Fletcher w jego wykonaniu nie musiał nawet nic mówić. Wystarczy, że spojrzał i w jego twarzy, postawie było widać emocje oraz co może zaraz usłyszeć uczeń – rzekomą pochwałę czy naganę. Nawet sposób w jaki się uśmiechał przypominał raczej uśmiech wilka w owczej skórze, nie dało się uwierzyć, że ten uśmiech jest w pełni szczery. Milles Teller w roli Andrew także fajnie zagrał, widać było, że też dał z siebie wszystko. Jednak nie mogę się oprzeć porównaniu Tellera z Johnnym Simmonsem z krótkometrażowej wersji filmu. Jestem bardzo ciekaw jak on by wypadł w pełnym filmie. Bo w tych 15 minutach Johnny dał z siebie wszystko, jego twarz wyrażała pełnie emocji, czego czasem Tellerowi w filmie niestety zabrakło.

Jak już zacząłem porównywać to pociągnę temat dalej. Krótkometrażówka miała na celu pokazanie pewnego wycinka scenariusza i nakreślenie postaci Fletchera, Andrew i ich roli w całej historii. I jak dla mnie to ta pojedyncza scena wypada lepiej w krótkim metrażu. Sam moment gdy Fletcher policzkuje ucznia jest kręcony długim ujęciem, przez co wypada bardziej realistycznie, naturalnie. W pełnej wersji filmu scena ta jest „cięta” i niestety nie widać tutaj emocji u Tellera, bo tylko patrzy na nauczyciela, zaś po Simmonsie widać było tutaj rozżalenie, smutek, strach, oczy miał pełne łez. Jedno muszę przyznać krótkometrażówce, miała zachęcić sponsorów do wyłożenia pieniędzy na nakręcenie filmu na podstawie pełnego scenariusza „Whiplash” i jak widać w pełni to zadanie spełniła. Mnie także ten krótki wycinek całej historii tylko zachęcił do obejrzenia całości!

W filmie zwróciłem też uwagę na montaż obrazu – wypada rewelacyjnie w połączeniu z muzyką która jest serwowana w filmie. Wiadomo, że jazz to pewien awangardowy styl muzyki, nie dla każdego. Sam osobiście nie słucham jazzu w związku z czym film mógłby w jakiś sposób mnie odrzucić. Jednak to jak pokazane było zgranie zespołu, że ważny jest każdy z elementów składowych, ciągłe ćwiczenie jednnego kawałka, dynamiczna praca kamer – to wszystko całkowicie mnie ujęło i zachwyciło. Oglądałem więc film z wielką i nieskrywaną przyjemnością.

Krótko podsumowując, „Whiplash” to film o muzyce i przekraczaniu barier – nie tylko dla umuzykalnionych osób czy też miłośników jazzu.

9/10

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s