Wołyń

Posted: Październik 25, 2016 in 8, Dramat, Recenzje, Wojenny

 Najnowszy obraz Wojtka Smarzowskiego opowiada o przerażających wydarzeniach jakie rozegrały się podczas II Wojny Światowej na Wołyniu, sam reżyser wypowiada się, że jest to opowieść o miłości w nieludzkich czasach.

Film otwiera cytat „Kresowian zabito dwa razy – raz ciosami siekierą, a raz przez przemilczenie. Ta druga śmierć była jeszcze gorsza…” I jest to pewien fakt. W szkole – czy to w gimnazjum, czy w technikum, przy omawianiu II Wojny Światowej, nigdy nie było tematu rzezi wołyńskiej. Tak więc o tym wydarzeniu tyle wiedziałem, co gdzieś trafiłem na jakieś skrawki, że Bandera, że UPA, że Ukraińcy brutalnie mordowali Polaków za narodowość, że całe wsie znikały z powierzchni ziemi. I tyle. Oczywiście, jeżeli kogoś interesowały wydarzenia na Kresach podczas wojny, to temat mógł dogłębnie zbadać, czytając różne relacje świadków wydarzeń, itp. A jeszcze część osób miała to „szczęście”, że ich rodzina pochodziła z tamtych stron, tak więc relację O tych strasznych wydarzeniach mogli usłyszeć osobiście od świadka lub najbliższych, których krewni tam wtedy byli. Jednak myślę, że zdecydowana większość miała takie pojęcie o rzezi wołyńskiej co ja czyli znikome. Wojtek Smarzowski swoim filmem (jak mówił w wywiadach) chciał nie tyle przypomnieć o tych wydarzeniach, co zmierzyć się z nimi. Nie miał na celu tylko pokazać mordowanych polaków, ale zarysować jak to wszystko wyglądało, jak powoli budziło się w ludziach zło, które cały czas tylko czekało na właściwy czas. Bo jak widać przez cały film, to każdy, jeżeli chciał, to potrafił sobie znaleźć powód do działania, do torturowania, do mordowania.

Film już w trakcie tworzenia wzbudził niemałą dyskusję, odżyły na nowo wszystkie schowane pod łóżkiem demony, niesnaski i żale za dawne krzywdy. Nie obyło się też bez pytań czy ten film jest w ogóle potrzebny, czy warto go kręcić aby znów rozgorzał spór o to kto jest bardziej winny rzezi wołyńskiej, kto kogo bardziej skrzywdził i dlaczego. Gdy udało się film dokończyć i wypuścić do kin dyskusje znów wybuchły na nowo i wydaje mi się, że film ten jednak zamiast pomóc zaleczyć rany, to rozdrapał je na nowo i odrobinę pogłębił. Wojtek Smarzowski wiele razy wypowiadając się o tym filmie mówił, że nie chciał tutaj wskazywać winnego, nie chciał ukazywać martyrologii, ale chciał pokazać do czego doprowadził kiedyś skrajny nacjonalizm, jak łatwo z okrzykiem na ustach o wolnej i niepodległej ojczyźnie mordować Bogu ducha winnych sąsiadów, jak łatwo przekuć skrywane zadry w powód do odwetu i zabójstwa. Rozumiem w pełni ten zamysł reżysera, jednak moim zdaniem (niestety) film można odczytać dwojako – tak jak chciał reżyser i tak jak dosłownie widzimy na ekranie, że to nie nacjonalizm i ludzie się nim posługujący są winni, ale cały naród, który przelał krew jest winien. Cały, bez wyjątków. Mam jednak nadzieję, że zdecydowana większość osób, która ten film obejrzy, odczyta go tak jak chciał reżyser.

Przechodząc jednak do samej fabuły, muszę wspomnieć, że pierwsze obrazy filmu są sielskie i radosne – oglądamy tradycyjne wesele kresowian, ze wszystkimi jego śpiewami, tradycyjnymi zabawami, czynnościami. Przepięknie jest to zobrazowane, aż żal się robi, że takie tradycje już mało gdzie można zobaczyć, giną one wraz z dawnymi zwyczajami. Jednak mimo tych radosnych chwil cały czas czuć, że coś się dzieje, że zbliża się coś co można przewidzieć ale nikt nie dopuszcza do siebie tych myśli. Odczuć można niemal pewne podskórne swędzenie i dosłownie czekamy tylko kiedy się zacznie. I mimo, że my, jako widzowie znamy ogół tej historii i z grubsza domyślamy się wydarzeń, to gdy dochodzi do pierwszych aktów bestialstwa i tak jesteśmy wstrząśnięci. W porównaniu z sielskością krajobrazu, przepięknymi kresami, ta brutalność jest niemal nieprawdziwa, bo aż nie pasuje do tego miejsca. I z każdym zdarzeniem, czy nawet z każdym słowem, które pada coraz trudniej jest uwierzyć, że to wydarzyło się naprawdę, że to nie jest fikcja filmowa. I tak jest aż do samego finału, po którym nie przychodzi jednak oczyszczające katharsis, ale zostajemy sami z obejrzanymi właśnie aktami bestialstwa.

Trzeba przyznać, że film wali w twarz brutalnością. Smarzowski w „Wołyniu” postawił na dosadność obrazu i miejscami bardzo wierne przedstawienie zbrodni dokonywanych przez UPA czy samych Ukraińców (lub Polaków). W jednym miejscu mamy bardzo obrazowe pokazywanie rozrywania końmi czy zrywania skóry, w innym z kolei widzimy tylko opadającą siekierę ale bez pokazania końcowego uderzenia, za to z uniesieniem potem obciętej głowy. Widzimy też wiele, ale to naprawdę wiele okaleczonych zwłok – kadłuby z odciętymi głowami, rozprute brzuchy, poderżnięte gardła, twarz z wyłupionymi oczami. Miejscami wygląda to jak urywek z filmu gore i to nie takiego byle jakiego. Ta dosadność obrazu pokazuje tylko ile w ludziach tkwi bestii, która tylko czeka na wypuszczenie na zewnątrz aby siać zamęt i to jest najbardziej przerażające w tym obrazie. Dosłownie cytując postać sołtysa granego przez Arkadiusza Jakubika: „Nawet zwierzęta się nie znęcają”, a ludzie niestety byli zdolni do takich czynów. I patrząc historycznie nawet gdzieś bliżej, to ludzie nadal są zdolni i popełniają takie akty ludobójstwa.

Aktorstwo w filmie stoi, jak to zwykle u Smarzowskiego, na bardzo wysokim poziomie. Każdy, od głównych ról jak Michalina Łabacz czy Arkadiusz Jakubik po role drugoplanowe jak Dariusz Toczek czy Janusz Chabior, każdy zagrał swoją rolę doskonale. Na twarzach postaci doskonale odmalowane były emocje jakie nimi targały w poszczególnych scenach i to niezależnie czy mówimy o zaszczutych mieszkańcach uciekających przed oprawcami czy popie, który w cerkwi święci sierpy i kosy, które będą wykorzystane do mordów.

Co ciekawe w filmie praktycznie nie ma muzyki i w zasadzie nawet się tego nie odczuwa. Zresztą ja nawet nie odczułem kiedy muzyka występowała, dobrze pamiętam, że z samego początku filmu, gdy trwało wesele występuje muzyka ludowa, ale ta muzyka akurat nic nie podkreślała, tylko była swoistym fragmentem fabuły. Tak to dopiero na samym końcu, gdy widać już, że to są ostatnie minuty filmu, usłyszałem, że coś gra w tle i było to ewidentnie niezwiązane z fabułą tak jak wcześniej wspomniana muzyka ludowa.  Zresztą atmosfera w filmie jest tak gęsta i tak przytłaczająca, że muzyka budująca nastrój nie jest tutaj zupełnie potrzebna, a może nawet by tylko rozpraszała widza.

Na koniec muszę stwierdzić, że mimo wszystkich walorów filmu, to jednak czegoś mi w nim zabrakło, takiego „Smarzowskiego” podsumowania. Zabrakło mi tutaj tego pierwiastka, który sprawiał, że poprzednie obrazy Wojtka dosłownie wgniatały mnie w fotel i film jeszcze długo za mną chodził. Jest to na pewno film wart obejrzenia, ważny, ale przez swoją dosadność w pokazywaniu rzezi i brak tego „czegoś”, trudno jest mi go nazwać wybitnym.

8/10

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s