Zanim się pojawiłeś // Me Before You

Posted: Grudzień 19, 2016 in 5, Dramat, Recenzje

Są pewne gatunki filmowe w których zwykle widzimy to samo ale odziane w nowe stroje, rzadko ich twórcy wyłamują się ze schematów by zaprezentować widzowi coś nowego. Taki właśnie jest gatunek melodramatów. Schemat w nich bardzo często jest podobny (przynajmniej w tych kręconych w ostatnich latach) – on/ona poznaje ją/jego, na początku nie pałają do siebie przyjaźnią, w końcu lody zostają przełamane i zaczynają coraz chętniej przebywać w swoim towarzystwie, coraz chętniej rozmawiają. W końcu się w sobie zakochują i na końcu on/ona umiera (tak, choroba jest bardzo często ważną częścią historii bohaterów), ale pozostawia po sobie spuściznę dzięki której ta żyjąca ukochana osoba nie pozostaje już na zawsze w smutku i żałobie, ale zaczyna na nowo uśmiechać i cieszyć życiem. Można więc powiedzieć, że obejrzawszy jeden, oglądało się je wszystkie.

„Zanim się pojawiłeś” całkowicie i bezstresowo korzysta ze standardowych klisz i wyżej wspomnianego schematu. Nie jest to więc film odkrywczy czy zdumiewający, ot kolejny wyciskacz łez, który na kogoś na pewno podziała swoim złapaniem za emocje widza. Will (Sam Claflin) był człowiekiem sukcesu – miał piękną dziewczynę, masę pasji które z chęcią realizował oraz świetnie płatną pracę. Niestety w wyniku wypadku, w którym uderzył w niego motor, doznał czterokończynowego paraliżu, został całkowicie przykuty do wózka i jest teraz pełni zdany na innych. Jego matka wynajmuje dla niego Lou (Emilia Clarke), miłą i niepozorną dziewczynę, która ma być swoistą nianią, opiekować się Willem przez okres sześciu miesięcy. Początkowa niechęć bohaterów, zaczyna przeradzać się w swego rodzaju przyjaźń, a nawet w coś więcej. Jednak Will ma pewną tajemnicę, o której zupełnie przypadkiem dowiaduje się Lou – postanowił dokonać aktu eutanazji za sześć miesięcy. Lou, razem z rodziną stara się go przekonać, że życie jest piękne i warte przeżycia.

Niestety, do mnie ta historia zupełnie nie trafiła, przeszła bez echa, tym bardziej, że powiela schemat zamożności chorującego – nie kojarzę filmu gdzie bohater pochodziłby z ubogiej lub zwyczajnej rodziny (którą zwyczajnie nie byłoby stać na specjalistyczne leczenie, spełnianie drogich marzeń z listy „do zrobienia przed śmiercią”, itp), nie liczę oczywiście filmów opartych na faktach jak np. „Moja lewa stopa”. Słabo to wygląda, bo wychodzi z tego, że takie rzeczy zdarzają się tylko osobom zamożnym, dzięki czemu mimo swojego kalectwa, dalej mogą żyć w dużym komforcie, spełnić swoje marzenia itd.

Na plus muszę jednak w filmie zaliczyć samo aktorstwo, Sam i Emilia świetnie wczuli się w swoje melodramatyczne role. Sam Claflin grał w zasadzie tylko swoją twarzą, bo cała resztą przez zdecydowaną większość filmu nie poruszał. Mimo tak małych środków odgrywał swoją rolę z wdziękiem, pokazywał wszystkie emocje jakie targały bohaterem. Emilia Clarke dotąd była mi znana w zasadzie tylko jako twarda i nieustępliwa Deanerys z serialu “Gry o tron”, tutaj zaprezentowała zgoła inną postać – trochę dziecinną, trochę roztrzepaną, zwariowaną i zakręconą osobę i wyszło jej to doskonale! Jej postać nie była przesadzona, była taka w sam raz do tego filmu, do tej roli jaką w nim odgrywa.

Podsumowując “Zanim się pojawiłeś” to typowy, przewidywalny wyciskacz łez, jeżeli ktoś lubi te klimaty to może go obejrzeć w przeciwnym wypadku nie polecam, bo gdy widziało się jeden z tego typu filmów, to w zasadzie widziało się już je wszystkie.

5/10

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s